• » RiderBlog
  • » road
  • » Nie poddam się, to moja życiowa zasada !
Najnowsze komentarze
Dobra rada: "nie" z przymiotnikami...
Ciekawy artykuł, sam nie mogę docz...
Fajnie, że wróciłaś. GS ładnie brz...
Wreszcie coś się zadziało. A do te...
No witajcie chłopaki :) @ jazda n...
Więcej komentarzy
Moje miejsca
<brak wpisów>
Moje linki

09.04.2014 22:46

Nie poddam się, to moja życiowa zasada !

Witam Was serdecznie ! Jest to mój pierwszy wpis po ponad roku nieobecności, stworzony dzięki czytelnikom którzy przypomnieli mi, że warto się odezwać i coś maznąć nie koniecznie w kwestii motocyklowej, za co bardzo Wam dziękuję :)

Pragnę Wam czytelnikom bloga podziękować za tak częste odwiedziny moich wypocin.

Tak, tak mimo, że nie piszę odwiedzam stronę by przypomnieć sobie, że kiedyś moje życie było zupełnie inne. Widzę również jakie są statystyki bloga i powiem szczerze, że mnie pozytywnie zaskoczyły.

Dziękuję Wam serdecznie :)

Jak z pewnością część z Was się może domyślić, że czas w którym moja aktywność spadła na blogu był mocno eksploatowany i wiele się wówczas działo. Momenty były różne jak to w życiu, raz na górze raz na samym dnie przepaści.

Mieszkam w dalszym ciągu w Warszawie gdzie się urządzamy. Tak naprawdę nie mogę się wciąż odnaleźć w tym mieście. Brak mi zróżnicowania terenu, wody i znajomych, którzy byli dla mnie zawsze ważnym elementem w życiu. Tracę tu orientację w terenie bo nie mogę odszukać punktów orientacyjnych przez wszędzie otaczające mnie podobne do siebie wieżowce. Jednak czego się nie robi dla osoby z którą chce się spędzić dłuższy czas a może nawet całe życie ;)

Moim ulubionym miejscem w Warszawie są Łazienki Królewskie, gdzie w weekendy przy ładnej pogodzie dokarmiamy wiewiórki, sikorki i myszy:)

  

Mając za sobą tak mocne przeżycia wydaje mi się, że nie jestem już tą samą zwariowaną Korbą, którą byłam jeszcze kilka lat temu. Czuję, że nerwy rżały we mnie pewną część mnie. Już nie jestem tak wyluzowana, spontaniczna, otwarta i czasem mi tego brakuje bo chciałabym jak za dawnych lat dostać telefon w środku nocy lub zostać wyrwana rykiem silnika dochodzącego spod bloku i zniknąć w nieznane na spontanie. Pewnie część z Was pamięta mój wyjazd do Skandynawii, który był w 100% spontanem :D


Rok 2013 pełnym skrajności.

Jesteśmy tylko ludźmi i czasem trudno nam się porozumieć. Niestety nie jednokrotnie przekonałam się, że ludzie są niesamowicie fałszywi i dwulicowi, ba czasem nawet tych twarzy mają znacznie więcej. Z jednej strony udają osoby godne zaufania a za chwile dowiadujesz się jak już z kilkoma osobami obrabia ci tyłek. Tak naprawdę nikomu nie można ufać a jeśli już to samemu sobie. Przez ostatni czas odnalazłam takich osób kilka i z jednej strony cieszę się bo wiem z kim mam do czynienia jednak z drugiej strony jest to smutne, że dorośli ludzie wolą uprzykrzać i wciskać nos w czyjeś życie niż poukładać swoje własne. Dlatego też ograniczyłam takie znajomości, bo po co się denerwować, czas zacząć myśleć o sobie i ograniczać nerwy, których mam już wystarczająco ! :)

Oba Sylwestry spędziłam z Kubą w moich pomorskich klimatach wraz z rodziną.

Z nieprzewidywalnych dni stał się Światowy dzień przytulania w którym zostałam wyrwana ze snu o 5:30 i wywieziona przez Mojego wariata do Krakowa :) Tam troszkę zwiedziliśmy miasto i oczywiście koniecznie odwiedziliśmy popularne tam sklepy terrarystyczne. Byliśmy też na planie spotu reklamowego Fundacji Jaśka Meli.

Czas radości i beztroski szybko nas opuścił 14 lutego (tak znowu te nieszczęsne święto zakochanych dało po dupie). Kuba został wezwany do szpitala na operacje rekonstrukcji wiązadeł w kolanie i spędził w nim kilka dni. Wcześniejsze konsultacje i badania chyba ktoś puścił mimo uszu i oczu ponieważ dopiero w chwili przenoszenia na blok operacyjny lekarze zorientowali się, że ooo jjaaa cieee.... :O noga jest naszpikowana metalem. I co tu robić nagle wielkie poruszenie. Kiedy ja odchodziłam odchodziłam od zmysłów bo operacja przeciągneła się z 1-1,5h do ponad 3 godzinnej to oczywiście nikt nic mi nie powiedział i mijał szeroko. Kiedy wreszcie wyjechał z bloku operacyjnego ledwie przytomny i widocznie nie pocieszony dowiedziałam się, że nie zrekonstruowali wiązadeł natomiast wyciągnięto metal z nogi przy czym nie oddano go jak zwykle to widziałam a momentalnie zutylizowano bo nie wiedzieli, że będzie chciał na pamiątkę ( Ciekawe skąd miał wiedzieć o tak odmiennym przebiegu operacji). Walentynki więc spędziliśmy najpierw oddzieleni drzwiami bloku operacyjnego, później drzwiami sali pooperacyjnej. Jedynie udało mi się przekazać małą paczuszkę dzięki pielęgniarce. Po dobie od operacji został wypuszczony do domu i tutaj regenerował siły.

Mamy również nowego domownika – agamę brodatą, która przy zakupie miała jakieś 2tygodnie i mieściła się wraz z ogonkiem na małym palcu mojej nie za dużej ręki. Maluch był i nadal jest sensacja w naszym domu bo nie da się ukryć, że jest to dość ciekawy zwierzak. Teraz ma już blisko 50cm długości :)

 

Z bardziej znanych w świecie motocyklowym i nie tylko rzeczy była moja wygrana opaski ICEstripe, którą często noszę. Mam nadzieję, że mi się nie przyda jednak w razie czego jest. Opaska jest bardzo wygodna i dobrze wykonana jednak po słonecznym lecie niestety silikonowa opaska wyblakła.

Majówka minęła nam dość mocno w rozjazdach. Najpierw pojechaliśmy na zlot Militarny ASG do Borne Sulinowo, gdzie Kuba spełniał się w tym co robi najlepiej czyli serwisował repliki. Zaliczyłam też jazdę bardzo nie codzienną z szalonym kierowcą TPS'a i po trasie piesek przez kilka dni chrzęścił mi miedzy zębami :D Oczywiście nie było to pierwszy ani ostatni wyjazd na strzelankę ASG gdzie pojechaliśmy z serwisem naszą ekipą :) Jeśli ktoś z Was również bierze udział w tych zlotach to z pewnością się spotkaliśmy lub spotkamy ;)

         

Pojechaliśmy również do rodziny Kuby w rejony podkarpackie a następnie znowu do Krakowa, gdzie zostawiliśmy Kuby bagaż bo już po kilku dniach stanęliśmy na terenie lotniska wraz z całą grupą, która wybrała się w podróż do Irlandii by tam zdobyć najwyższy szczyt Wicklow. Dwa tygodnie z ograniczonym kontaktem były dla mnie czymś nowym i dość niespokojnym czasem, kiedy całe dnie spędzałam sama. Przy tym wyszło, że nie wszyscy ludzie są w porządku wobec nas i ten czas moich zmartwień, pewna osoba wykorzystała by zasiać we mnie wiele zwątpień i niepewności, co jeszcze bardziej mnie niepokoiło.

By ten czas minął mi szybciej i przyjemniej udałam się w rodzinne strony gdzie spędziłam kilka dni, po czym wsiadłyśmy z mamą w auto i pojechałyśmy pod Warszawę odebrać tym razem dla niej nowego domownika, którego wraz z Kubą wybraliśmy i nazwaliśmy. Jest nim Nitro we własnej osobie czarny szaleniec kuty na cztery buty ;) (Sznaucer średni).

Mama pomogła mi w ogrodzie, posiałyśmy trawę i ogarnęłyśmy trochę po czym znowu wsiadłyśmy w auto i pojechałyśmy do Gdyni w której spędziłam kolejne kilka dni.

Gdy przyjechałam do Warszawki miałam trochę czasu by ogarnąć to i owo i już musiałam lecieć odebrać szaleńca, który wrócił z podróży. No i musze się pochwalić, że ma facet gust bo pamiątkę z Jego wyprawy mam zawsze przy sobie :D

CBR’bardzo mało jeździłam z racji na brak czasu i ochoty a przy tym nie kręci mnie jazda po Warszawie i okolicy.

Natomiast gdy jestem na swoich starych śmieciach….Ojjj to jest zupełnie inna bajka :D Bardzo często gdy pakuję się do rodziców zabieram ze sobą akcesoria motocyklowe a tam i tak mam drugi kombinezon mamy więc zawsze jestem gotowa na spotkania jak z dawnych lat. A ekipa mnie nadal o pamięta więc czasem jest tak jak kiedyś było bardzo często czyli śmiechy, wygłupy i jazda na 2kołach po krętych drogach do celu i z powrotem :)

„Moto Save Day” w Sopocie. Spotkałam się ze znajomymi oraz Tomka Kulika. Mieliśmy okazje wsiąść do symulatora dachowania samochodem, co bardzo mi się spodobało :D Była również przeprowadzona symulacji wypadku motocyklisty z samochodem i pokazany cały przebieg akcji ratunkowej.

Kiedy miałam doła na maxa ruszyłam CBR’ą ze znajomymi na działkę gdzie trochę się wyluzowałam, jednak nie mogłam usiedzieć w miejscu i już z rana ruszyłam z drugą ekipą na mazury nad jezioro. Po otrzymanym telefonie mój dół sięgał chyba jądra Ziemi. Widząc mój stan i łzy w kasku moja CBR’ka też się załamała bo niestety gdzieś jej ładowanie uciekło. Tym oto sposobem co jakiś czas ktoś z ekipy pomagał mi na pych ją odpalić by dojechać do domu.

Wrzesień – Kuba znowu w szpitalu by tym razem wszczepili mu wiązadło w kolanie. Kolejne niesamowite nerwy pod drzwiami bloku operacyjnego bo operacja jak zwykle się wydłuża… Kolejnego dnia, w moje urodziny dostaje wypis do domu. Po kilku dniach zaczyna się moje namawianie na pojechanie do szpitala - noga robiła się coraz bardziej fioletowa… Niestety jak to facet – cholernie uparte stworzenie. Dopiero gdy zadzwoniłam do mamy i cioci z Akademii Medycznej one zadzwoniły do upartego stworzenia dając po głowie od góry do dołu jak zobaczyły zdjęcie nogi. Momentalnie zgodził się bez mojego już gadania i ruszyliśmy do szpitala. Takie wycieczki mieliśmy co kilka dni. Główną atrakcją na ostrym dyżurze było ściąganie krwi i płynów gromadzących się w kolanie a przy tym i mi miekły kolana. Niestety dopiero teraz wiemy, że operacja wszczepienia jednego wiązadła była od góry do dołu spartaczona i teraz nie wiadomo co dalej zrobić by przywrócić stabilizacje kolana. Polska służba zdrowia: tu zerknę, tam zajrzę choć się na tym nie znam… Szkoda, że ludzie na tym cierpią. Słów mi brak by opisać jakie emocje we mnie buzują, ale wiem, że ten szpital będę mijała szerokim łukiem bo zbyt wiele razy spartaczył na moich oczach.

Jakby tego wszystkiego było mało karetka firmy "FALCK" z pełnym impetem zajechała drogę mojemu ojcu, prowadzcego samochód dostawczy. W wyniku wypadku ojcu odezwał się uraz z wypadku motocyklowego sprzed lat a cały przód samochodu ojca został doszczętnie zniszczony. Silnik na ziemi, podłużnice zgięte do środka samochodu, przednia oś kompletnie przestawiona a koła zrotowane. Walka z ubezpieczycielami i akcja by szybko zakupić nowy samochód by pracował na rodzinę.


„Eko Nurkowy Dzień”. Cały dzień spędziłam w porcie jachtowym Gdyni. Nurkowaliśmy wyławiając śmieci. Było świetnie zwłaszcza, że był ze mną mój wspaniały instruktor nurkowania. Bez niego pewnie nie dałabym rady, ponieważ mój sprzęt był pożyczony od znajomego i niestety płatał mi figle. Mimo, że ołów już cały wykorzystałam to nadal jak bańka szłam w górę :/ Mój instruktor dzielnie walczył by ściągać mnie za sobą na dno ;)

No i wreszcie coś co zawalało wszelkie portale społecznościowe.Kiedy grzecznie zeszłam na przerwę w pracy dostałam telefon od latajacyczestmir ,  który śmiejąc się i krzycząc „Ty *** jak Ty to zrobiłaś! Wygrałaś na FB wejściówke na Nitro Circus Live! Haha widzimy się, ja też tam będę ! ” Zajebista sytuacja bo dawno tego świra nie widziałam :D Pobiegłam do menadżerki ogarniać sobie wolne popołudnie na ten dzień co łatwe nie było. W dniu imprezy biegłam każdą odległość jaką mogłam by zdążyć. Co okazała się zbędne bo było duże opóźnienie. Jeśli chodzi o samo widowisko to szczerze powiedziawszy nie wiem czemu ludzie tak się ekscytowali tą imprezą. Moim zdaniem było to bardzo odpustowo zrobione (płomienie, sztuczne ognie, krzyki prowadzących jaki to oni są zajebiści) i wbrew pozorom było to dla mnie monotonne, bo ile razy można patrzeć jak ktoś skacze z tej samej rampy na coraz głupszych rzeczach i robi z siebie debila. Zależało mi tak naprawdę na tym by zobaczyć Aron’a „Wheelz” Fotheringham, który porusza się na wózku inwalidzkim a w czasie występu wykonał frontflipa. Było mi tak zimno, że nie dotrwałam do końca i wyszłam trochę wcześniej bo zwyczajnie marzłam i w domu pierwsze co to była gorąca kąpiel i herbata. Po chwili przyjechał do nas znamy na riderblogu latajacyczestmir  z cydrem prosto z Irlandii :D

Z racji, że ten rok był wyjątkowo długo ciepły to jeszcze pod sam koniec listopada zrobiliśmy ognisko na działce znajomego oraz Sylwestra również spędziliśmy przy ognisku nad jeziorem :)

Wydaję mi się, że tego już minionego czasu nie da się określić jednym zdaniem. Bywało na prawdę różnie, czasem wydawało się, że gorzej być nie może i znowu trach...! Coś spadło na łep nie wiadomo skąd. Czasem chciałoby się uciec z tego pola bitwy i zacząć uczyć się żyć od nowa w spokojniejszym klimacie. Jednak to nie jest takie proste... Nadal trwam i coraz częściej cytuje:

"Choć życie się wali a psychika siada, nie poddam się to moja życiowa zasada !" 

 

Z najnowszych informacji mogę Wam zdradzić, że właśnie przygotowuję CBR'ke do sezonu. Ma już zamontowane nowe świece, zalane nowe płyny, nowe filtry. Czeka mnie jeszcze zabawa z przednimi zaciskami i prawdopodobnie czyszczenie i synchronizacja gaźników. Postaramy się też poprawić plastiki i jej ogólny wygląd :)

Czasem trzeba brać na klatę pęd życia mimo, że aura nie sprzyja to brnie się dalej bo warto realizować swoje postanowienia.

Motoryzacja wbrew pozorom ma dość mocne odzwierciedlenie w codziennym życiu...


Pozdrawiam Was serdecznie i oby kolejny rok przynósł nam wszystkim jak najwięcej miłych wspomnień ! ;) LwG i do przodu zawsze z podniesioną głową ;)

Komentarze : 12
2014-09-14 14:41:50 peli

Są takie miejsca, w których nie myślisz o przykrych sprawach, które nas rozbijają, ( czasem dosłownie ). Jest tylko jazda, przyroda, super powietrze i cisza - góry, a konkretnie Jakuszyce. Śmigam tam na rowerku i polecam te traski, że nie wspomnę o naleśnikach z serem i jagodami w tutejszym schronisku :). Tylko ta odległość, ech. Pozdrawiam :)

2014-08-20 17:06:44 bandziorro

Nie łam się, rower też fajny jest. Jeśli preferujecie to w któryś weekend na piwo jakieś się można ustawić. Z Cebrą się wstrzymaj może. To F4i?

Jak coś odezwij się na fejsie.

2014-08-20 12:27:59 road

bandziorro - Nasz motocyklizm chyba już w nas umarł. Kiedy przygotowywałam CBR'kę z nadzieją na powrót na drogi dostałam wiadomość od znajomych z Pomorza, że mój kumpel z niewyjaśnionych przyczyn miał wypadek w którym zginął.
Była to dla mnie bardzo przygnębiająca wiadomość. Dodatkowo dowiedziałam się, że gapie się przyglądali zamiast pomóc.... :(
Zrobiłam o Nim wpis, ale go nie opublikowałam.
Cbr'e odstawiłam na bok i brak mi odwagi by na nią wsiąść. Prawdopodobnie pójdzie na sprzedaż bo mi już nie jest potrzebna, jedynie sentyment trzyma ją przy mnie.
Teraz codziennie wsiadam na rower ćwicząc kondycje i uśmiechając się do przejeżdżających obok motocyklistów.

2014-08-19 15:28:03 bandziorro

Ada, w takim razie musimy sie spotkac jakos z Toba i Kuba. Znam troche fajnych opcji w Warszawie, bo tez jestem tu przyjezdnym.

Jak teraz wygląda wasz motocyklizm?

2014-05-15 01:41:10 creez

Spoko wpis, Też się zabieram za nowy tekst, ale jest tak jak napisałaś, życie w biegu...
Pozdrawiam!

2014-05-12 17:26:29 road

SmSaK - Dziękuję:) Ciągle coś się dzieje jak to w życiu:)

KrolJulian - Spokojnie jestem daleka od załamania bo inaczej już dawno bym zwariowała.
Kiedy mogę uciekam w swoje strony :)
Ostatnio przestawiłam się na rower by trochę zwiedzić okoliczne zielone tereny. Szukam chętnych co chcieliby się dołączyć do aktywnego spędzenia czasu i pokazać ciekawe trasy :)

2014-05-11 21:50:42 KrolJulian

nie ma co się łamać jak coś jest nie tak, zawsze nawet w Wawie są ludzie którzy pomogą i nie oczekują za to ni czego po za uśmiechm zadowolonej twarzy, a co do wypadów to powiem tak ja też nie lubię śmigać po Wawie ale zawsze jest puszcza kampinowska czy bolimowska a tam ładne trasy na wypad po pracy :)WaWa to nie tylko jazda do okoła komina ale to trzeba najpierw odnaleźć, faktycznie morza tu nie ma ani gór ale nie tylko Tobie tego tu brakuje

2014-04-13 01:57:52 re

road Więcej pokory. Przez jeden błąd Twój ojcic miał wypadek. Tu literka tam spojrzenie i wypadek jak ...

2014-04-12 22:55:29 SmSaK

Nie jest zamulony road :) bardzo interesujący widać że od ostatniego razu dużo rzeczy nowych Cię spotkało, wiele przeżyłaś

2014-04-11 09:57:35 road

@PanJasiek- Uwielbiam takie osoby jak Pan.
Referat na 3strony a4, ale i tak trzeba się przysrać o jeden błąd.
Pozdrawiam i oby na drodze był Pan równie dokładny a nie zapatrzony na czubek swego nosa.

@peli - Dziękuję serdecznie. Na obecną chwilę fala jest sprzyjająca :) Niedługo znowu jadę do Gdyni i ekipy. A w Wawie mam nadzieję, że kiedyś odnajdę więcej bratnich dusz :)
Pozdrawiam i życzę jak najwięcej pozytywnych chwil :)

2014-04-11 09:32:41 PanJasiek

Pozorą?

2014-04-10 16:57:11 peli

To fajnie, jak fajni ludzie coś fajnego z życia napiszą:) Pozdrawiam i płyń dalej na fali miłych chwil.
peli64883

  • Dodaj komentarz